Minęło lat dwadzieścia, a co z sołectwem?
Kiedy wspominam lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku i naszą społeczną działalność na rzecz budowy infrastruktury społecznej w naszej wsi Michałów-Reginów (przy pomocy Komitetów Społecznych), miewam mieszane uczucia, a łezka w oku się kręci. Nie tęsknię za tamtą rzeczywistością, lecz za wielkim zaangażowaniem ludzi na rzecz poprawy bytu społecznego w środowisku gdzie mieszkają. Do pracy przy budowie świetlicy, chodnika, drogi czy innych społecznie niezbędnych urządzeń, nie trzeba było nikogo namawiać, wszyscy chętnie angażowali się sami, czując taką potrzebę.
Nikt w tym czasie nie spodziewał się tak szybkich zmian ustrojowych w Polsce. Nastąpiło to nieoczekiwanie za sprawą ludzi aktywnych społecznie, których działanie było jednocześnie walką o demokrację i swobody obywatelskie. Zaskoczenie zmianami ustrojowymi było tym większe, że pokazało jak bardzo nie jesteśmy przygotowani do życia w nowym ustroju. Należało natychmiast tworzyć nowe podstawy prawne niezbędne do funkcjonowania państwa demokratycznego. Dla zdecentralizowania władzy wykonawczej, niezbędne stało się przekazanie jej części w dół do gmin i sołectw. Jednak przy konstruowaniu nowego prawa, ustawodawcy popełnili (moim zdaniem) kilka podstawowych błędów, które negatywnie skutkują na rozwój polskiej wsi.
Podstawowy błąd powstał już w nowej Konstytucji RP, gdzie zapisano w art.164 pkt.1, że “Podstawową jednostką samorządu terytorialnego jest gmina”, a w pkt.2 “ Inne jednostki samorządu regionalnego albo lokalnego i regionalnego określa ustawa”. W ten sposób cała “samorządność prawna” została zatrzymana na poziomie gminy. Wszystko co znajduje się poniżej, a więc sołectwa, osiedla i inne zorganizowane grupy ludzi, zostały pozbawione osobowości prawnej, ponieważ tylko gmina ją posiada (art.165.pkt.1 Konstytucji RP).
Ustawa o samorządzie gminnym z dnia 8 marca 1990 r. , daje kompetencje radzie gminy do tworzenia jednostek pomocniczych na terenach wsi i osiedli ustanawiając dla nich odrębne statuty, które ustalają zakres zadań i organizację działania oraz zasady i tryb wyboru organów. Ponadto art.36 pkt. 1 ustawy, stanowi że, “Organem uchwałodawczym w sołectwie jest zebranie wiejskie, a wykonawczym sołtys. Działalność sołtysa wspomaga rada sołecka”. Praktycznie tylko na tych zapisach ustawowych kończą się prawa sołectw i osiedli.
Do powyższych zapisów ustawowych, należy zadać wiele pytań dla ustawodawcy, takich jak: Czy uchwały zebrania wiejskiego muszą być respektowane i wiążące dla wójta i rady gminy?, Czy sołtys jako organ wykonawczy posiada warunki do realizacji tych uchwał? Czy rada sołecka może zobowiązać sołtysa do wykonania swoich postanowień, który nie posiada żadnych instrumentów prawnych i materialnych do ich wykonania? Czy wnioski zebrania wiejskiego, składane corocznie do budżetu gminy na rok następny, będą przyjmowane i rozpatrywane przez wójta gminy obligatoryjnie i poważnie?, jakie są gwarancje?
Są to tylko niektóre z pytań, na które może “ktoś” odpowiedzieć w ten sposób, że przecież rada gminy na wniosek wójta może przekazać pewne kompetencje gospodarcze dla sołectw. Tak, to prawda, tylko “może”, lecz nie musi i w praktyce nic nie przekazuje, a często już posiadane zabiera. Dlatego też, wyposażenie ustawowe wszystkich jednostek (bez względu jak są nazywane) znajdujących się poniżej gminy w osobowość prawną, jest nie tylko koniecznością, ale podstawowym warunkiem rozwoju terenów wiejskich i budowy społeczeństwa obywatelskiego, o które tak szeroko i hałaśliwie ostatnio zabiegają różne urzędy i organizacje wyższego szczebla.
Brak takiego uregulowania prawnego, powoduje “opadanie rąk i zanik inicjatyw” u wszystkich dotychczas aktywnych ludzi na wsi, bo cokolwiek by chcieli zrobić, napotykają barierę w postaci braku prawa i z nim związanego braku pieniędzy. W tej sytuacji są zmuszeni o wszystko prosić wójta, który często zasłaniając się napiętym budżetem, odmawia pomocy. Powoduje to zniechęcenie i apatię oraz zanik inicjatyw u lokalnych działaczy.
W ubiegłym roku po wielkich “przepychankach i perturbacjach” została przez Sejm RP uchwalona uchwała o Funduszu Sołeckim. Idea i inicjatywa ustawodawcy wspaniała, bo to krok w dobrym kierunku. W praktyce okazuje się jednak (mówię to z autopsji), że ustawa ta jest często niemożliwa w praktyce do realizacji, bo zawiera te same wady co ustawa o samorządzie gminnym.
Podstawowymi błędami są: Brak obligatoryjnego obowiązywania ustawy. Bardzo zawiłe i sformalizowane procedury przygotowawcze i rozliczeniowe. Brak umocowania prawnego sołectw (brak rachunku bankowego) uniemożliwia kumulowanie funduszu ze środkami zewnętrznymi (np. dotacjami) w przypadku realizacji przez sołectwo bardziej kosztownych projektów.
Wszystkie te mankamenty powodują, że zarówno wójtowie jak i niektórzy sołtysi, rezygnują z wprowadzenia Funduszu Sołeckiego w swoich gminach, przestraszeni mnogością zawiłych procedur jakie musieli by pokonywać. Uważam jednak, że takie postawy tych samorządowców są niewłaściwe i antyspołeczne, będące przysłowiowym “chowaniem głowy w piasek”.
Na realizacji Funduszu można tylko zyskać. Gmina zyskuje refundacje (od 10 do 30%) ze Skarbu Państwa. Sołectwa realizują swoje drobne projekty (o które często nie mogą się doprosić od gminy), powiększone o swój wkład pracy i dotacje mieszkańców. Największą korzyścią jest jednak zaangażowanie ludzi przy realizacji zadania, to właśnie ich integruje i zachęca do następnych zadań.
Przedstawione powyższe problemy i mankamenty prawne, nie są moim wymysłem, lecz coraz częściej są podnoszone przez ludzi będących autorytetami w dziedzinie prawa samorządowego, którzy w swoich wypowiedziach i publikacjach, coraz częściej opowiadają się za zwiększenie praw dla struktur samorządowych najniższego szczebla. Są to takie osoby jak; Senator Ireneusz Niewiarowski – Prezes Krajowego Stowarzyszenia Sołtysów, prof. Michał Kulesza – jeden z twórców prawa samorządowego, mec. Joanna Iwanicka – redaktor naczelny Gazety Sołeckiej wydawanej przez KSS w Koninie.
Sprawa przyznania osobowości prawnej dla sołectw wraca jak “bumerang” na wszystkich gremiach organizowanych przez stowarzyszenia regionalne sołtysów. Ten problem jest dobrze znany dla odpowiednich Komisji Sejmowych, które aktualnie zbierają wnioski i uwagi w tym temacie, co może budzić nadzieję na właściwe uregulowanie prawne tego problemu, chociaż by w ramach realizacji zapowiadanych reform Państwa.
Uważam, że po dwudziestu latach demokracji w Polsce, sprawę właściwego traktowania wsi i osiedli, należy potraktować poważnie i dać im należne prawa, a nie cofać do czasów feudalnych.
Mieczysław Berdowski
sołtys wsi Michałów-Reginów w gminie Wieliszew, działacz społeczny od początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Organizator wielu organizacji społecznych m.in.: Społeczne Komitety Budowy, świetlicy, chodnika, drogi, itp. Koło Terenowe Warszawskiego Związku Ogrodniczego, K T NSZZ RI „Solidarność”, Kółko Rolnicze, Przewodniczący pierwszej Rady Sołeckiej.





Paweł Dąbrowski
Janusz Ściskalski








